Najlepsze balsamy kilku miesięcy

        Te trzy myślę, że bardzo dobrze znane balsamy są moimi ulubieńcami ostatnich miesięcy.            Codziennie używałam chociaż jed...


        Te trzy myślę, że bardzo dobrze znane balsamy są moimi ulubieńcami ostatnich miesięcy.            Codziennie używałam chociaż jednego z nich. Nie potrafię obejść się bez nawilżonych ust.            Wszystkie trzy świetnie pachną i świetnie odżywiają usta.

                    Eos stał się również świetną zabawką dla pieska (dlatego jest taki pogryziony) :)


Eos, czyli evolution of smooth o zapachu jak i smaku Lemon Drop. Pokochałam ten balsam z 6 powodów. Po pierwsze, najważniejsze, gdy niechcący (lub chcący) zliżemy go z ust nie czujemy żadnego gorzkiego smaku jak przy większości balsamów. Wręcz przeciwnie, w smaku jest bardzo słodki! Po drugie, cudownie i świeżo pachnie słodkimi cytrusami. Po trzecie, nie klei się, zostawia lekki połysk i nawilżenie na naszych ustach. Po czwarte, jest nieziemsko wydajny! Używam go nie od tej zimy, ale (jak dobrze pamiętam) już od wiosny 2014! Po piąte, dzięki mojej koleżance odkryłam świetny sposób na suche skórki u rąk. I po szóste, posiada SPF 15. O ile mi dobrze wiadomo jest to jedyny eos, który posiada jakikolwiek filtr. Jedyny malusi minus to to, że opakowanie od wewnątrz się brudzi, ale to nie zmienia ani trochę faktu, że jestem z niego bardzo zadowolona i poluje już na kolejne. Cena ok. 20 zł.





Na drugim miejscu jest masełko Nivea o zapachu malinek, które kocham. Przy tym produkcie jest trochę mniej zalet. Na początku muszę zaznaczyć, że pachnie cudownie jak malinowa mamba albo jakiś budyń malinowy, który chyba nawet nie istnieje ale, gdy pierwszy raz go powąchałam to właśnie tak mi się skojarzył :D Ma bardzo przyjemną, niekleistą formułę, która delikatnie zabarwia nam usta na kolor różowy oraz nadaje delikatny połysk. Minusem jest to, że słoiczek bardzo ciężko się otwiera. Chyba jednak skusze się kiedyś na zapach kokosowy, jagodowy i waniliowy. Cena ok. 10 zł.




Ostatnim produktem jest Carmex o zapachu wiśniowym. Carmex chłodzi nam usta, ale mi nie przeszkadzało to w zimne dni. Również jak poprzednicy pachnie świetnie, zapach jest wyczuwalny nawet dla osoby siedzącej koło nas! Zostawia na naszych ustach połysk podobny do połysku błyszczyka, nie klei się. Bardzo lubię w nim też to, że tak jak eos ma SPF 15. Może kiedyś jeszcze się zdecyduje na niego w innym wariancie zapachowym, ale na pewno nie w słoiczku, bo jednak w sztyfcie lub w tubce jest wygodniej :) Cena ok. 10 zł.


1 komentarze

Google+

Flickr Images