Odżywczy balsam do mycia twarzy od Czarszki | wersja less waste

30 października

Odżywczy balsam do mycia twarzy od Czarszki | wersja less waste


Dobre, ale delikatne oczyszczanie twarzy to teraz temat zdecydowanie na czasie. Zwłaszcza, gdy coraz więcej mówi się o regularnym używaniu kremu z filtrem przez cały rok. Ja na szczęście już należę do osób, które taki krem nakładają codziennie na twarz, więc i jej oczyszczenie wieczorem musi być dokładne. Odżywczy balsam udało mi się kupić w bardzo dobrej cenie, tylko dlatego, że na Instagramie Czarszka poinformowała, że wyszła jej partia produktów, które działają jak powinny, ale nie wyglądają idealnie (mają grudki). I te balsamy można było dostać właśnie taniej. Co jakiś czas jak będzie taka sytuacja, to Paulina będzie wrzucała je na sklep za mniejsza cenę, więc jak chcecie wypróbować jej produkty to warto zaglądać :) 


Niewielka ilość balsamu pomoże usunąć makijaż i zanieczyszczenia, które osiadły na skórze w ciągu dnia. Kosmetyk roztarty w dłoniach błyskawicznie zamienia się w bogaty olejek, który nie spływa podczas demakijażu.

Jak widać balsam nie jest jednorodny, ale to nie przeszkadza w korzystaniu z niego. Po roztarciu w dłoni większość kulek się rozpuszcza i miesza z olejkiem. Balsam jest tłusty i mimo to, że Czarszka pokazuje, że można użyć go do demakijażu oczu, to ja nie myje nim oczu, bo nie lubię tłustych kosmetyków na powiekach. Ale do twarzy spisuje mi się świetnie. Po umyciu skóry balsamem należy zmyć resztki żelem lub pianką do twarzy. Co prawda nie przepadam za tłustymi formułami do twarzy, ale jestem z tego produktu całkiem zadowolona. Skóra nie jest wysuszona, jest miękka, gładka i zdrowo błyszcząca. Szkoda tylko, że nie dałam rady zmywać nim oczu i demakijaż oczu wykonuję głównie płynem micelarnym i potem doczyszczam żelem. 


Produkt zapakowany jest w bardzo wygodny do użytkowania słoik z ciemnego szkła. Nie ma problemu z szybkim odkręceniem czy zakręceniem słoiczka. Etykietka nie odkleja się od kontaktu z wodą i bardzo mi się podoba, bo jest jak najbardziej czytelna. Zapach jakoś mnie nie zachwycił, czuć lawendę, za którą nie przepadam. Mimo to, jego wieczorne używanie jest bardzo przyjemne. Dodatkowo nie jest zawiera konserwantów, barwników, substancji zapachowych i jest odpowiedni dla wegan. 
Mimo pozytywnego odebrania tego produktu, nie wiem czy bym go drugi raz kupiła i to za regularną cenę. Chyba wolałabym zakupić masło z Polemiki, które świetnie mi się sprawdziło do całej twarzy i oczu.

Skład: masło shea, olej z pestek winogron, masło mango, olej z awokado, oliwa z oliwek, olej z dzikiej róży, olej z pestek truskawek, olej z pestek moreli, olejek eteryczny lawendowy i różany


 Czy mieliście jakieś produkty od Czarszki? 

W końcu mam swoją Olivię Garden! I to w pięknym kolorze baby blue. I pierwszy produkt od 4szpaków u mnie

04 października

W końcu mam swoją Olivię Garden! I to w pięknym kolorze baby blue. I pierwszy produkt od 4szpaków u mnie




    Baardzo długo myślałam o zakupie szczotki Olivia Garden i zawsze mnie coś powstrzymywało. Jednym z powodów było to, że już jakieś półtora roku mam podobną szczotkę z Aliexpress, więc poniekąd nie czułam potrzeby posiadania podobnej. Ale jednak - co gdyby ta OG okazała się być lepsza? I tutaj z pomocą w podjęciu decyzji kupna tej szczotki przyszła współpraca ze sklepem Fryzomania, w którym jak się okazało jest szeroki asortyment szczotek tej marki i kolorowe wersje bestsellerowej Finger Brush. I po prostu jak zobaczyłam ten kolor to musiałam ją mieć. Do pary postanowiłam wybrać sobie coś z Czterech Szpaków, bo jeszcze nic nie miałam z tej firmy. Padło na olejek do mojej suchej skóry i już na początku zdradzę, że planuję kupić kolejną sztukę! 

 

Olivia Garden Fingerbrush Combo Medium


Tak jak wspomniałam wcześniej, mam od dosyć długiego czasu podobną szczotkę z Aliexpress, więc mogę też ją trochę porównać do tej OG. Fingerbrush jest leciutka, a rączka jest pokryta gumą, przez co chwyt jest pewny i szczotka dobrze leży w ręce. Góra szczotki, tam gdzie jest włosie, jest bardzo elastyczna, więc nie szarpie totalnie włosów (szczotka z Aliexpress jest sztywna). Przez to, że posiada ona korpus z dziurami bardzo łatwo się ją czyści z włosów. Dodatkowo Fingerbrush ma w końcówce schowany szpikulec do sekcjonowania włosów.
Szczotka świetnie sprawdza się na mokrych i na suchych włosach, a dzięki przerwom  w korpusie idealnie sprawdza się też przy suszeniu włosów. Co więcej - w ogóle nie elektryzuje włosów, a o to się obawiałam. Igiełki nie są ostre i zrobione są z nylonu, a wokół nich przyczepione są kępki włosia dzika. Rozglądając się wcześniej za tą szczotką nie widziałam w żadnym sklepie tych pięknych, pastelowych kolorów, które można znaleźć w tym sklepie (dostępne są jeszcze różowe i miętowe) i miałam spory dylemat, którą wersję wybrać - ale ostatecznie jestem zadowolona z tego wyboru!
Na pewno bardzo się cieszę, że w końcu zdecydowałam się na tę szczotkę i mimo, że ta z Aliexpress jest dosyć do niej zbliżona to już po nawet krótkim czasie używania Olivii Garden mogę stwierdzić, że jest ona dla mnie lepsza niż ta z chińskiej strony.


Superlekki olejek do ciała neroli i mandarynka

Za swój obowiązek uznajemy fakt poinformowania Was, że olejek Mandarynka+Neroli to kosmetyk w całości złożony z olejów z najwyższej półki. Bez sztucznej skromności - on po prostu działa ze skórą cuda. To także kosmetyk bardzo wydajny, dlatego prawdopodobnie posłuży Ci przez wiele miesięcy. Olejek Mandarynka+Neroli powstał wyłącznie z najwyższej jakości olejów roślinnych i naturalnych olejków eterycznych, bo od zawsze staramy się działać zgodnie z zasadą: less is more.
A teraz czas na olejek! Już przy pierwszym użyciu urzekł mnie swoim pięknym, letnim zapachem słodkich mandarynek. No po prostu idealnie przywołuje lato. Ten wegański olejek jest świetny nie tylko ze względu na zapach, ale też to, jak naprawdę jest lekki oraz jak łatwo i szybko można go rozprowadzić po całym ciele. W ogóle nie tłuści ubrań ani pościeli, a rano nie czuć go na skórze, za to czuć miękkie i gładkie ciało. Fajne jest jeszcze to, że na opakowaniu jest pisana ręcznie data ważności produktu. Miło jest mieć poczucie, że produkt jest świeżo wykonany i "podpisany" przez człowieka, a nie maszynę :) Tak jak pisałam wcześniej, chciałabym wypróbować jeszcze inną wersję zapachową - śliwka z wanilią, to musi być super połączenie na zimę i odpowiedni zastrzyk nawilżenia dla wyschniętej zimą skóry.

Skład: 
- frakcjonowany olej kokosowy
- olej z migdałów
- olej jojoba
- olejek pomarańczowy
- olej buriti
- olejek ze skórki mandarynki
- olejek neroli
oraz dodatki (składniki olejków eterycznych) takie jak:
- alkohol o zapachu konwalii (linalool i farnesol)
- aldehyd o zapachu cytrusów (citral)
- alkohol o zapachu pelargonii (geraniol)


Na koniec jeszcze chciałam dodać, że post powstał przy współpracy ze sklepem Fryzomania, ale nie miało to najmniejszego wpływu na moją opinię. Co do samego sklepu to paczkę szybko dostałam, ale jedyny minus jak dla mnie - pakowanie w dużą ilość plastiku. Spotykam się już u większości firm z pakowaniem w papier, tekturę lub wypełnianie rozpuszczalnym w wodzie skropakiem. Mam nadzieję, że po prostu niedługo się to zmieni :) Jeśli macie ochotę zamówić sobie szczotkę Olivia Garden w takim lub innym prześlicznym kolorze to możecie ją i inne produkty z Fryzomanii kupić taniej do 10 %  z kodem: KOD10P (nie łączy się z innymi promocjami i nie na wszystkie produkty). I te kolorowe szczotki z kodem wychodzą za niecałe 40 zł.

Ostatnie nowości, dużo naturalnych kosmetyków, nowa pielęgnacja (I super news dla fanów Yope!) | Resibo, Madara, Lumene, Yope, Timeless, Asoa, Purito i inne

12 września

Ostatnie nowości, dużo naturalnych kosmetyków, nowa pielęgnacja (I super news dla fanów Yope!) | Resibo, Madara, Lumene, Yope, Timeless, Asoa, Purito i inne



Ostatnio zdecydowanie bardziej zwracam uwagę na pielęgnację i wybieram lepsze jakościowo produkty. Nie kuszą mnie już tak produkty z byle jakim składem, z wytłumaczeniem, że przecież są w promocji i kiedyś je chciałam wypróbować. W ciągu ostatnich kilku miesięcy pojawiło się u mnie dużo naturalnych i wegańskich kosmetyków (chociaż ciągle jest w mojej kosmetyczce dużo nienaturalnych). Nie przeszłam pod wpływem mody na wszystkie naturalne kosmetyki. Uwielbiam też pięknie pachnące i oczywiście mało naturalne balsamy do ciała i perfumy, lakiery hybrydowe czy kolorówkę. Ale uważałam za słuszne wymienienie chociaż niektórych elementów pielęgnacji na te bardziej naturalne. Zmiany na roślinne produkty pojawiły się także w żywieniu (mniej mięsa, mniej nabiału, mniej przetworzonej żywności), ale o tym może innym razem. Prawie wszystkie kosmetyki z tego postu już wypróbowałam, więc od razu też wrzucę kilka zdań o nich.


🌺 Kosmetyki Yope już od dawna mnie interesowały i na początku z tej marki miałam jedynie płyn do mycia okien, który sprawdził się w miarę dobrze, ale bez szału. Musiałam, więc wypróbować kosmetyki i do ciała i do włosów, tym bardziej, że kupując serię "Kwiat Lipy" wspieramy pszczoły - stawiane są domki dla pszczół, siane są miododajne kwiaty itp. Niestety balsamu z tej serii już nie było i wzięłam tylko żel, ale nic straconego, bo wzięłam w zamian zapach wiśni i jagód goji, który pachnie obłędnie! Na pewno coś jeszcze kupię o tym słodkim i letnim zapachu.
Kosmetyki do włosów Yope były często polecane przez włosomaniaczki, ale w wersji świeżej trawy, której też akurat nie było na sklepie. Tutaj również jestem zadowolona z zamiennika, bo padło na zestaw mleko owsiane (kocham takie zapachy - co widać też po zakupionej półkuli do kąpieli z Ministerwstwa Dobrego Mydła o zapachu miód, mleko i owies). Już po użyciu samego szamponu jestem bardzo z niego zadowolona, bo włosy są bardziej miękkie i dokładnie, ale delikatnie oczyszczone.
Te produkty kupione były w Drogerii Joka, gdzie była promocja na produkty Yope oraz przy zakupie minimum trzech produktów dostawało się kolejny pełnowymiarowy produkt gratis - ja dostałam płyn do mycia łazienki, z czego bardzo się cieszę!

A dzisiaj widziałam świetną wiadomość dla fanów produktów Yope! Na razie tylko w jednym mieście powstał automat do uzupełniania opakowań po produktach Yope <3 Dla mnie jest to super wiadomość, bo nawet przy opakowaniach refill wytwarzany jest plastik, a tu możemy korzystać tyle razy ile chcemy z raz zakupionego opakowania. Czekam na taki automat w Gdyni!


🌺 W Hebe kupiłam mój ulubiony na ten moment filtr do twarzy Anthelios z La Roche-Posay, tym razem SPF 50, wcześniej używałam SPF30. Jest rzadki, ale wygodnie się go aplikuje, nie bieli twarzy, ale też jej nie matuje, więc czasem trzeba ją przypudrować w niektórych miejscach. Kupiłam też dwa produkty do włosów, polecaną odżywkę Gosh z olejkiem różanym (vegan) oraz peeling do skóy głowy Bandi (vegan). Oba produkty super się u mnie spisują i chętnie bym do nich wróciła, bo ich cena też nie jest wygórowana.

🌺 Silcare Nappa to krem do stóp z 30% stężeniem mocznika. Na Instagramie dosyć dużo się naczytałam i naoglądałam pozytywnych opinii na jego temat, a sama jestem średnio z niego zadowolona. Krem jest bardzo ciężki i tłusty i faktycznie, jeśli ktoś ma problem z bardzo suchymi stopami to może to przynieść ulgę. Jednak dla stóp, które nie potrzebują olbrzymiego nawilżenia i regeneracji może być to niekomfortowe i niestety ten krem na stopach przeszkadzał mi, gdy szłam spać. Dodatkowo w dwóch zakupionych opakowaniach tego kremu pokrywka jest zbyt niska i gdy chce się szczelnie zamknąć opakowanie to krem się wyciska do środka pokrywki - marnowanie i utrudnianie aplikacji, bo krem potem zasycha na końcu aplikatora.

🌺 O masce drożdżowej do włosów słyszałam już nie raz, że dobra i tania. Do tej pory miałam niewiele produktów z tej firmy, ale miałam na przykład peeling do skóry głowy, który bardzo mi się sprawdził. Kilka razy już jej używałam i jak na razie nie zauważyłam spektakularnych efektów, ale jeszcze dam jej czas. Niedawno słyszałam, że skład tych masek w Polsce nie był do końca przedstawiony tak jak trzeba. W Rosji podobno nie ma nakazu pisania całego składu tak jak jest to u nas i w poprzednich opakowaniach niektóre składniki nie były zawarte w spisie, a teraz już są.

🌺 Cafe mimi maska z ceramidami to kolejna rosyjska maska w mojej kolekcji. Marka również posiada w swoim asortymencie tanie produkty i zbierają one w większości dobre opinie.  Potrzebowałam jakiejś maski humektantowej i padło na tą. Kosztowała jakieś 10 złotych i nie ma za wielkiej pojemności, ale jest dosyć wydajna, pięknie pachnie, wygładza i nadaje miękkości włosom.


🍃 Tak jak wspomniałam, planuję bardziej się skupić na pielęgnacji skóry, skorzystałam z pomocy kosmetolog i w ten sposób dobrałam niektóre polecane produkty i niektóre te które sama chciałam włączyć w pielęgnację.  stworzyłam zupełnie nowy i bardziej świadomy plan. 

⭐🌙 Pielęgnacja wieczorna:
- Zmycie makijażu hydrofilnym masłem oczyszczającym Polemika
- Umycie twarzy żelem brzoskwiniowym z Resibo (już od pierwszego użycia go pokochałam)
- Tonizowanie skóry hydrolatem z drzewa herbacianego lub innym
- Krem pod oczy i krem do twarzy (teraz kończę jeszcze krem z Pixi, potem będę używała Madary i The Ordinary)

⛅🌞Pielęgnacja poranna:
- Umycie twarzy tym samym żelem brzoskwiniowym z Resibo
- Tonizowanie skóry tym samym hydrolatem lub jakimś tonikiem
- Nałożenie na twarz serum Purito z wąkrtoką azjatycką zmniejszające zaczerwienienia
- Nałożenie na twarz kremu z filtrem La-Roche Posay Anthelios

Raz w tygodniu:
- Maska z glinki białej lub niebieskiej z dodatkiem hydrolatu, serum ze 100% kwasem hialuronowym i olejem konopnym (czasem używam serum z kwasem pomieszane z kremem na noc)
- Peeling enzymatyczny Tołpa


Na koniec maska w płachcie ujędrniająco-rozświetlająca, bo takich maseczek nigdy dość, a nie miałam nigdy nic z marki Etude House, więc wybór padł na tę. No i dwa kosmetyki z trochę innej kategorii, bo do makijażu - tusz do rzęs i spray do utrwalania makijażu. Są to produkty naturalne, a mgiełka na dodatek wegańska. Jeszcze ich nie używałam, ale jestem bardzo ciekawa jak się spiszą, bo nie jestem fanką naturalnej kolorówki i nic nie miałam z tej marki.


Na sam koniec chciałabym Wam jeszcze pokazać fajny prezent na zbliżające się wielkimi krokami święta. Myślę, że dużo z Was się ze mną zgodzi, gdy napiszę, że biżuteria z cyrkoniami jest mega uniwersalnym i chyba zawsze udanym prezentem dla kobiet. Ja ostatnio jestem bardzo zapatrzona na wszystkie świecące ozdoby i nie mogę się zdecydować co sobie kupić. 

No i to tyle na dzisiaj, koniecznie napiszcie mi co myślicie o produktach z tego postu, jeśli któreś miałyście <3

The Ordinary serum kofeinowe pod oczy oraz serum z cynkiem i niacynamidem (witaminą B3)

18 sierpnia

The Ordinary serum kofeinowe pod oczy oraz serum z cynkiem i niacynamidem (witaminą B3)



Dzięki wegańskim składom z substancjami aktywnymi kosmetyki The Ordinary cieszą się od długiego czasu dużą popularnością. A niska cena i minimalistyczne opakowania tylko podwyższają już wysoką popularność marki. Dodatkowo są nietestowane na zwierzętach, a wymagające formuły dopieszczane są opakowaniami z ciemnego szkła chroniącego produkt przed promieniami słońca. Na początku postanowiłam wypróbować tylko dwa produkty, które miały pomóc mi z moimi problemami na skórze - ziemista, nierozbudzona skóra pod oczami oraz krostki na skórze. Pokładałam w obu produktach wielkie nadzieje i właściwie było z nimi różnie.


Serum z cynkiem i niacynamidem 
Serum z 10% witaminą B3 oraz cynkiem w stężeniu 1%. Witamina B3 zmniejsza widoczność rozszerzonych ujść gruczołów łojowych, ponadto poprawia nawodnienie skóry i zapobiega powstawaniu przebarwień, które często występują podczas leczenia dermatologicznego trądziku.

Serum to nie jest docelowo przeznaczone na problemy konkretnie z trądzikiem i leczeniem go, a właściwie jest przeznaczony do walki ze skutkami trądziku, czyli przebarwieniami. Pomaga też zredukować nadmiar sebum i uregulować pracę gruczołów. Ja od zawsze zmagam się z krostami na plecach (niewiadomego pochodzenia). Właściwie to już chyba sama doszłam do tego co może być jego przyczyną, ale to chyba zostawię na inny post, ale wspomnę tylko, że żywienie ma na to ogromny wpływ. No i te krostki robiły mi się ciągle nowe, a po starych pozostawały blizny. To serum nie przyczyniło się do zmniejszenia liczby krost na skórze, ale do zmniejszenia widoczności przebarwień jak najbardziej. Oczywiście po zastosowaniu krosty też znikały lub były mniejsze, ale nie jest to produkt, który pozbędzie się trwale ciężkiego problemu jakim jest trądzik.
Natomiast, stosowałam go też czasem na twarz i tutaj już fajnie radził sobie z pojawiającymi się raz w miesiącu krostkami - przyspieszał ich gojenie. Stosowałam go też na strefę T, ale tutaj nie zauważyłam znacznej różnicy, jeśli chodzi o regulację sebum. Bardzo się cieszę, że na nie trafiłam i na pewno za jakiś czas do niego wrócę, bo świetnie pomaga w walce z krostami. Więc, jeśli zależy Wam na zmniejszeniu przebarwień lub nie macie większego problemu z trądzikiem a chcecie, aby pojedyncze krostki szybciej się goiły, to te serum może być dobrym wyborem.

Produkt ten jest zapakowany w szklaną, matową butelkę z pipetką, konsystencja dosyć gęsta, żelowa.




Serum kofeinowe pod oczy
Lekkie serum na bazie wody pod oczy. Zawiera wysokie stężenie kofeiny, która pobudza mikrokrążenie w skórze oraz obkurcza naczynia krwionośne, dzięki czemu pomaga w zmniejszeniu opuchlizny oka oraz działa rozjaśniająco na cienie pod oczami i EGCG, czyli galusan epigalokatechiny pozyskiwany z liści zielonej herbaty o działaniu silnie przeciwutleniającym (dużo silniejszym od witaminy C), wzmacniającym i opóźniającym starzenie.
Na początku używania byłam dosyć zadowolona z tego serum, ale to zadowolenie trwało krótko. Pierwsze użycia przyniosły wygładzenie i trochę lepsze nawilżenie skóry pod oczami. Rozjaśnienia cieni nie zauważyłam. Czy serum zmniejszało opuchliznę pod oczami? Nie mam z tym aż tak dużego problemu, ale można powiedzieć, że pomagało na poranną opuchliznę. Mam jednak wrażenie, że w większości to zasługa tego, że serum trzymałam w lodówce i takie chłodne nakładałam na okolicę pod oczami. Wieczorem na serum nakładałam krem pod oczy, a rano korektor i nie rolował się, wszystko wyglądało gładko i ładnie. 

Natomiast jestem bardzo zawiedziona opakowaniem, bo jak widać na zdjęciu nakrętka z pipetką już po kilku użyciach nie chciała się dobrze zakręcać, co jest dość przeszkadzające w codziennym jego używaniu. Serum jest delikatnie żółte i gęste, lekko się klei po aplikacji. Plusy tego serum (lekkie nawilżenie, wygładzenie, niska cena) były na tyle niewielkie, że drugi raz bym nie kupiła tego produktu. 


Na razie mam przetestowane tylko te dwa kosmetyki od The Ordinary. Już kupiłam kolejny od nich produkt - krem z kwasem hialuronowym i planuję do tego zakupić kwas migdałowy na jesień. Czy testowaliście coś z tej firmy?
Copyright © Lightside , Blogger