Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marion. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marion. Pokaż wszystkie posty
Nowości stycznia

01 lutego

Nowości stycznia


Styczeń zleciał mega szybko, wszystkie egzaminy i choroba sprawiły, że nie miałam czasu i nie miałam siły, żeby myśleć co by tu nowego kupić i tylko raz w tym miesiącu byłam w drogerii co jest dla mnie szokujące :P W styczniu nie zdobyłam zbyt dużo nowości, ale trzy rzeczy są sprawdzone, a trzy to totalne nowości, których jestem bardzo ciekawa. 


Jakoś ciężko dorwać mi w sklepie stacjonarnym mój ulubiony płyn micelarny dlatego postanowiłam, że poszukam go na internecie i na szczęście znalazłam za około 20 zł. Dodatkowo mój mega drogi krem do twarzy (o którym niedługo napiszę recenzję) się kończy, więc postanowiłam kupić sobie kolejny tym razem nieco tańszy krem. Postawiłam na ten z tej samej serii co płyn micelarny, a kosztował tylko kilkanaście złotych za 100 ml!
A tak w ogóle, widziałyście nowości Białego Jelenia, czyli seria organic-natura, która podobno opiera się na naturalnych składnikach? W skład tej serii wchodzą np. maska do twarzy, serum do twarzy czy emolient do ciała. Mnie najbardziej ciekawi maska i serum.


Te dwa produkty to moja nagroda w konkursie na blogu Kosmetyczny Fronesis organizowanym razem ze sklepem iwos. Do tej pory nie miałam nigdy żadnej wody różanej, dlatego bardzo ucieszyłam się, że będę mogła w końcu taką wypróbować. Jak na razie to mogę o niej powiedzieć tyle, że daje świetne ukojenie i odświeżenie po całym dniu.
Dostałam jeszcze pomadkę Burt's Bees z dodatkiem olejku z granatu, której też nigdy nie miałam i też jestem ciekawa jej działania.


Skończył mi się mój spray termoochronny, więc zakupiłam nowy taki sam, ale zastanawiam się też nad wypróbowaniem jakieś innego, byle dobrego. Macie jakiś produkt godny polecenia? Kupiłam też na promocji odżywkę, która pachnie nie-ziem-sko! Moje włosy jak na razie się z nią lubią, a ja uwielbiam ten zapach, który na długo pozostaje na włosach. 

Jak Wam minął styczeń? :)

Zużycia miesiąca | Eos, Aussie, Giorgio Armani, Biały Jeleń, Oriflame, Marion, B.app

30 stycznia

Zużycia miesiąca | Eos, Aussie, Giorgio Armani, Biały Jeleń, Oriflame, Marion, B.app



Sesja dla mnie skończyła się na szczęście prawie od razu jak tylko się zaczęła, ale po ostatnim egzaminie natychmiastowo się rozchorowałam. Nie wiem czy się cieszyć, czy nie, bo chciałam skorzystać z wolnego i pojeździć na snowboardzie, ale mam nadzieje, że niedługo mi przejdzie. W styczniu nie zużyłam zbyt dużo kosmetyków, ale zużyłam oczywiście kilka moich ulubionych, które od razu musiałam dokupić (niedługo post o nowościach stycznia).


Eos Berry Blossom to krem do rąk o na prawdę prześlicznym zapachu, który zostaje na skórze przez długi czas i podczas smarowania unosi się w powietrzu jak dobre perfumy. Dobrze i na długo nawilża, jest wydajny i idealny do torebki. 


Giorgio Armani Si to bestseller od długiego czasu, pasuje na dzień i na wieczór. Bardzo mi się podoba ten zapach i na pewno jeszcze do niego wrócę
Kolejna buteleczka Lovely Garden od Oriflame to dowód na to, że ten zapach jest cudowny i całkiem trwały jak na tę półkę cenową. Ludzie ciągle pytają czym pachnę i mają skojarzenia z perfumami wyższej półki. 


Dawno nie miałam odżywki z Aussie, więc postanowiłam sobie przypomnieć czy moje włosy się z nią lubią. Z tą konkretną odżywką Miracle Moist się nie do końca polubiły. A w sumie była dla moich włosów obojętna, niestety nic z nimi nie robiła, nie ważne w jakiej ilości została nałożona. Myślę, że za jakiś czas jeszcze przypomnę sobie jedną odżywkę do długich włosów z tej firmy i mam nadzieję, że wypadnie ona zdecydowanie lepiej.


Kolejny ulubieniec, o którym pisałam tutaj, tylko teraz występuje w lekko odmienionym opakowaniu i w większej pojemności. Za 265 ml hipoalergicznego płynu micelarnego Biały Jeleń zapłacimy około 20 zł co jest moim zdaniem dobrą ceną, bo jest bardzo wydajny i idealny dla wrażliwej skóry.


Bardzo duża maska B.app kuracja keratynowa do włosów całkiem dobrze sobie dała radę. Włosy były miękkie, lśniące i mniej się puszyły. Konsystencja produktu była ok, maska nie spływała z włosów i dodatkowo ładnie pachniała. Nie wiem czy do niej wrócę, bo jest jeszcze wiele innych masek, które chciałabym wypróbować. 


No i na koniec kolejny produkt, który na stałe jest na razie wśród moich kosmetyków. Pisałam o tej mgiełce termoochronnej Marion tutaj. Bardzo przyjemnie pachnie, włosy po wysuszeniu puszą się mniej, są miękkie w dotyku, a cena tego produktu jest niska.



Miałyście te produkty? Jak u Was się sprawdziły? 

Zużycia miesiąca | Sephora Bioderma L'oreal Dermedic i inne

01 września

Zużycia miesiąca | Sephora Bioderma L'oreal Dermedic i inne


Rzadko udaje mi się wykorzystać tyle produktów w ciągu miesiąca, dlatego dzisiaj zdziwiona, że udało mi się tyle w tym miesiącu nazbierać zabieram się do pisania. Są tu moi ulubieńcy oraz kosmetyki niezbyt udane. 


L'oreal Elseve maska z glinką - wydawałoby się idealne rozwiązanie dla moich włosów, które u nasady się przetłuszczają a są suche na długości. Niestety efektów na dłuższy czas nie widziałam. Skóra głowy może była odświeżona, ale różnicy w przetłuszczaniu się nie zauważyłam. Zapach bardzo mi przypadł do gustu, może kiedyś do niej wrócę.

Marion mgiełka termoochronna - bardzo przydatny i działający produkt. Zazwyczaj latem nie suszę włosów, a w inne pory roku włosy bardzo mi się puszą. Dzięki tej mgiełce puszą się mniej i są bardziej miękkie po suszeniu.

Isana odżywka do włosów suchych - moja kolejna tubka tej odżywki, jak za ta cenę jest bardzo dobra. Włosy są widocznie wygładzone, bardziej miękkie. Chociaż wolę odżywkę z olejkami to ta na pewno powinna być przetestowana przez każdą dziewczynę :)

Pantene lekka maska odżywcza - bardzo lubię szampon z tej serii Aqua Light, ale ta maska nie robiła z moimi włosami nic. Chyba na moje włosy była aż za lekka, bo poza ładnym zapachem efektów nie było żadncyh. 


Bielenda Vanity krem do depilacji - Okropieństwo. Dobrze, że kupiłam go za jakieś 5 zł, bo po dwóch próbach wyrzuciłam go prosto do kosza. Krem ten nie robił kompletnie nic z włoskami, a nie mam jakichś grubych i uciążliwych. Niby "express", bo czas siedzenia z kremem na ciele to krótkie kilka minut, ale po tym krótkim czasie i po dłuższym ani jeden włosek nie ubył z moich nóg. Nie polecam bardzo.

Oriflame Happy Skin mleczko do ciała - od jakiegoś czasu używam przeważnie mocno nawilżających balsamów z apteki, które zostawiają lekko lepką warstwę na mojej skórze. Tego balsamu używałam czasami w trakcie dnia, gdy miałam uczucie ściągnięcia na ramionach i na nogach. Szybko się wchłaniał i szybko dawał uczucie nawilżenia i ulgi. Mimo, że to uczucie ulgi i nawilżenia nie było na długo to i tak bardzo lubiłam go używać. Nie piekło mnie po nim ciało co dla mnie jest już dużym plusem.

Bioderma Atoderm Intensive oczyszczający, natłuszczający żel pod prysznic - uratował mi skórę, na prawdę. Moja skóra była już w złym stanie, strasznie mnie swędziała, była sucha i żaden drogeryjny balsam ani nawet żel pod prysznic Dove jej nie pomagał. Wtedy kupiłam zestaw ten żel + balsam z tej samej serii. Gdy zaczęłam myć się nim, zauważyłam wielką różnicę, nawet nie musiałam codziennie smarować się balsamem. Dzięki tym produktom nie czuję już dyskomfortu na ciele i kupiłam jeszcze inne produkty tej firmy. Moi wybawiciele - inaczej nie mogę tego nazwać. O nich wszystkich niedługo post na blogu :)

Oriflame Swedish Spa peeling do ciała - sam peeling może nie był taki zły, w sumie to taki zwyklak. Ale opakowanie tak mnie doprowadziło do szału, że nikomu nie polecam go kupować i się z nim szarpać. Otworzenie zatyczki graniczyło z cudem przy każdej kąpieli, aż odechciewało się peelingować. Na pewno nie kupię go więcej. Gdy zużyje moje peelingowe zapasy rzucę się na te z Organic Shop.

Veet Easy-Gelwax Debiut - tak się zastanawiam co by tu o nich napisać, w sumie to trochę włosów powyrywały, trochę zostawiły. Nie mam porównania do innych plastrów chociaż myślę, że większość ma podobne efekty. Do tych na pewno nie wrócę i chyba w ogóle do plastrów już nie wrócę. 


Sephora mango - kocham ten zapach i baaardzo żałuję, że nie ma go w większych flakonikach. Nie wiem, które to już moje opakowanie, ale na pewno nie ostatnie. Jedna koleżanka zabierała mi zawsze flakonik i ciągle wąchała zakrętkę i się perfumowała, a druga zdecydowała, że też go kupi, więc musi mieć w sobie to coś. Najpiękniejszy owocowy zapach jaki miałam!

Oriflame Women's Collection Innocent White Lilac - pisałam o tych perfumach tutaj. Są piękne i nie takie zwykłe. Pachną prawdziwymi kwiatami bzu i gdy tylko spotykałam się ze znajomymi to mówili, że ładnie pachnę jakimiś kwiatami i to były zawsze te perfumy. Jeśli lubisz kwiatowe zapachy to koniecznie przetestuj ten, zrobi na Tobie wrażenie :)


Dermedic Hydrain3 płyn micelarny - wszelkie produkty do demakijażu i oczyszczania twarzy dobieram ostrożnie, bo po większości pieką mnie oczy lub skóra. Ten wybrałam, bo miałam wiele próbek kremów i też pełnowymiarowy krem pod oczy i po tych produktach nie czułam żadnego dyskomfortu. Na szczęście ten płyn był pod tym względem ok, ale niestety nie domywał makijażu. Wiadomo, zawsze po użyciu micela używam też żelu, ale to było trochę mocne niedomycie, a od płynów micelarnych wymagam tego, żeby oczy były dobrze oczyszczone z makijażu. Średnio wydajny produkt. 

Bielenda nawilżający żel do mycia twarzy - jakiś czas temu (dokładnie w 2015 roku) znalazłam swój idealny żel L'oreal, który opisywałam tutaj. Niestety w Rossmannie (prawdopodobnie został wycofany) ani w innym sklepie w moim mieście nie mogę już go znaleźć. Żel musiałam mieć na już, więc nie było czasu szukać i zamawiać z internetu, więc wzięłam ten. No na kolana mnie nie powalił i nie przebił mojego ukochanego żelu L'oreal, ale był całkiem dobry. Zmywał resztki makijażu, nie piekły mnie po nim oczy, miał piękny zapach, ale nie był wydajny i nie miałam takiego super uczucia jak po moim ulubieńcu. Raczej do niego nie wrócę, będę szukała zastępcy L'oreal'a. Jeśli macie żel, który jest wart polecenia i jest przede wszystkim delikatny dla oczu, ale też skutecznie zmywa makijaż to dajcie znać :)

Biały Jeleń płyn micelarny - o nim również pisałam tutaj. Jest po prostu rewelacyjny chociaż trochę drogi, ale mimo tej ceny warto go mieć. 

L'oreal Ideal Glow peeling rozświetlający do twarzy - kolejny totalny bubel, słaby skład, mało drobinek ścierających, ale są na tyle duże, że używanie tego produktu jest wręcz nieprzyjemne. Dodatkowo nie zauważyłam żadnego rozświetlenia. Męczyłam się z nim długo, żeby go zużyć, od połowy opakowania używałam go na ciało. 

Oriflame Giordani Gold krem CC - miałam kolor natural i idealnie pasował do mojej cery, był lekki i lekko krył co bardzo mi odpowiadało, posiada SPF 35 co jest dużym plusem. Jednak trwałość tego produktu jest taka średnia, pod koniec dnia przy zmywaniu były jakieś resztki koloru, ale twarz nie wyglądała tak jak tuż po aplikacji. Ale ścierał się "ładnie", nie było dziur ani prześwitów. Myślę, że już go nie kupię ze względu na to, że mam po prostu ochotę przetestować inne kremy BB lub CC. 

Oriflame Wonderlash tusz do rzęs - ile ja miałam opakowań tego tuszu? 10? 15? Nie potrafię powiedzieć. Ale wiem, że jest cudowny, zawsze, gdy jest w katalogu w dobrej cenie kupuje kilka sztuk na zapas. Nie kruszy się, pięknie wydłuża i rozdziela. No cudo. Pisałam o nim tutaj


To były wszystkie kosmetyki, miałyście jakieś? Może macie takie same zdanie na temat jakiegoś kosmetyku? 






Copyright © Lightside , Blogger